ext_13247: ([bsg] gaius/centurion otp)
[identity profile] novin-ha.livejournal.com posting in [community profile] wystarczymilosc
Tytuł: Na dobre i na lepsze
Spoilery: Do wszystkich poprzednich części, BSG do 4x09 włącznie, oraz naszych strasznych umysłów. Dzieje się sześć lat po akcji "Kochajmy się!!!1!1!11".
Ostrzeżenia: Nowy poziom homonormatywności. Nadużywanie substancji legalnych i nielegalnych. Motywy prawnicze, muzyka MEssiah, niefrasobliwe podejście do rozmnażania i wychowywania dzieci, niespecjalnie święta instytucja małżeństwa, no i sami wiecie.
Słów: ~1350




Obecnie.

Laura Roslin postawiła na stole paterę z ciasteczkami i obdarzyła Toma Zareka uśmiechem pełnym uprzejmego zainteresowania.

- Czemu zawdzięczamy tę przyjemność? – zapytała Trójka. Zarek pojawił się w ich progach z dwoma bukietami kwiatów i bombonierką czekoladek, które D’Anna teraz dyskretnie wyjadała.

Zarek sprawiał wrażenie, jakby nie całkiem wiedział, jak zacząć temat.

- Chciałem pogratulować sukcesu kampanii na rzecz ślubów – powiedział wreszcie, nie napotykając ich wzroku.

- Przecież dobrze wiesz, Tom, że śluby są tu tylko środkiem na drodze do celu, jakim jest robienie dzieci – odparła z wdziękiem Roslin.

Zarek zachłysnął się swoim latte. Trójka zachichotała uroczo.

- Oczywiście, przyjmujemy gratulacje – powiedziała. – Są w końcu w pełni zasłużone. Nasza mała cywilizacja kwitnie, czyż nie? Program „Pojednanie” odniósł spektakularny sukces, mamy wolne media, kulturę, sztukę, trzy różne rasy współżyjące ze sobą w pokoju i harmonii…

- I wszystko to wasza zasługa! – dokończył Zarek, odważnie sięgając po ciasteczko.

- Staramy się, jak możemy – rzuciła skromnie Roslin. – Ale nie odejmuj sobie zasług, Tom. Brak ataków terrorystycznych został przez nas zauważony i odnotowany.

Z miny Zareka łatwo było wywnioskować, że żałuje ciasteczka. Po chwili ciszy – krępującej dla niego, zabawnej dla obu pań – Zarek spróbował zmienić temat.

- A jak wygląda kwestia programu „Pokolenie: Jutro”? Też same sukcesy? – zapytał.

Roslin i Trójka wymieniły spojrzenia.

- Wszystko zależy od naszych wspaniałych obywateli, a zwłaszcza obywatelek – zauważyła Roslin.

- A ty, Tom? – zapytała Trójka z filuternym uśmieszkiem. – Nie słyszałyśmy o żadnej pani Zarek. Zdecydowałeś się chociaż dokonać donacji?

W tym miejscu Zarekowi zabrakło słów. Roslin przekręciła nóż w ranie.

- Z twoją wybitną inteligencją z pewnością miałbyś spore powodzenie. Dobrze chyba wiesz, że całe społeczeństwo musi się zdecydować na pewne… poświęcenia.

Reszta rozmowy nie zboczyła już z tematu pogody i zbiorów. Wkrótce Zarek przeprosił je – „Niestety, obowiązki wzywają…” a Roslin i Trójka dokończyły swoje kawy. Po chwili milczenia Roslin westchnęła ciężko.

- Czy to tylko ja, czy Tom chciał nam zaproponować swój materiał genetyczny?

- No przecież – odpowiedziała Trójka, zjadając ostatnią czekoladkę. – Kto by nie chciał?

- To na swój sposób słodkie.

- Nie wiem, jak tobie, ale mnie duchowe matkowanie cywilizacji w zupełności wystarczy.

- Jesteś też matką chrzestną Faith – dodała Roslin.

- Poświęcenie musi mieć swoje granice.

~*~

Gaius Baltar miał zmartwienie. Wyjątkowo nie dotyczyło ono fryzury, stroju ani anihilacji wszystkich form życia.

Gaeta nie chciał za niego wyjść. „Nie chciał” było tu w dodatku dużym niedopowiedzeniem; na pierwszą sugestię ze strony Gaiusa Felix zareagował wzgardliwym przewróceniem oczami. Na drugą – odłożył kij na bok i demonstracyjnie wyszedł z pokoju. Na trzecią – wyrzucił Gaiusa spać do samochodu.

Gaius przypuszczał, że ich związek przechodzi kryzys. Usiłował znaleźć jakieś poradniki, które przeprowadziłyby ich przez te trudne chwile, ale niestety, cywilizacja nie osiągnęła jeszcze tego stadium rozwoju, w którym w księgarniach pojawiałyby się poradniki.

Po powrocie z sesji zdjęciowej Gaius zasiadł do swojego syntezatora i zaczął stukać w klawisze.

- Wiesz, że piosenkę oświadczynową potraktuję jak próbę asystowanego samobójstwa – ostrzegł Felix, przechodząc przez pokój.

- Nie zamierzałem pisać piosenki oświadczynowej – skłamał Gaius.

- Siedem i pół roku temu nawet bym uwierzył.

W ich związku brakowało zaufania. Gaius postanowił zignorować fakt, że po części był temu winien – pośrednie spowodowanie ludobójstwa nie nastrajało ludzi do obdarzania go specjalnym zaufaniem – i skupić się na rozwiązaniu problemu.

Caprica nauczyła go, że czasem najlepsze rozwiązanie to rozwiązanie ostateczne. Nie mógł zajść w ciążę, ślub zatem musiał wystarczyć.

Gaius zamówił w najbliższym kiosku prenumeratę wszystkich pism o tematyce ślubno-weselnej (było ich dokładnie trzy) i zaczął zostawiać przypadkowe numery w różnych miejscach mieszkania, aby oswoić Feliksa z ideą.

Tę wojnę psychologiczną zamierzał wygrać.

~*~

- Co to ma niby znaczyć, niezdrowe dla dzieci?

Szóstce powoli kończyła się cierpliwość. Nie był to dobry znak, biorąc pod uwagę, że czekało ją nie tylko prawie dziewięć miesięcy samej ciąży Kary, ale też poród i, Boże broń, post partum.

(Zapamiętać: zapytać Lee o numer do jego psychiatry.)

- Niezdrowe. Nie możesz wdychać oparów farb – i to jeszcze olejnych – podczas ciąży, bo urodzą się zdeformowane potworki. Coś w rodzaju Lolkaców.

To ostudziło nieco Karę.

- A nie mogłaś mnie ostrzec, zanim pojechałam do tej kliniki? – dorzuciła jeszcze, siadając na fotelu z nosem zwieszonym na kwintę. – Nawet nie miałam okazji wypróbować tych nowych farb od Lee i Sama.

- No cóż, wypróbowałaś co innego. Farby mogą postać, nie zepsują się.

- Tak, o ile Faith się do nich nie dobierze.

- A póki co możesz zająć się swoją karierą literacką. Wydawnictwo Lampkina chciało chyba podpisać z tobą długoterminowy kontrakt, prawda?

Szóstka cieszyła się tylko, że mają jeszcze trochę nierozpakowanych prezentów ślubnych. Zamierzała rozsądnie nimi gospodarować.

~*~


Lee postanowił chwilowo nie martwić się mieszaniem i jego skutkami, i łyknął garść psychotropów oraz silny środek przeciwbólowy. Już kwadrans później zaczął odczuwać ich szczęśliwe efekty. Sam wrócił tymczasem z kuchni z wymiętą kartką papieru w formacie A4.

- To jest ten akt ślubu? – zapytał Lee, czując nadchodzącą falę wesołości. Sam skinął głową.

- Dobrze przynajmniej, że wzięliśmy ten cały ślub ze sobą nawzajem – zauważył Anders. – Zawsze może być gorzej i tak dalej.

Lee wziął dokument do ręki i pobieżnie przestudiował jego treść.

- Leland Joseph Adama-Anders i Samuel T. Anders-Adama – oznajmił. – To… robi wrażenie. Czemu ty nie masz pełnego drugiego imienia?

- T jak toster – rzucił grobowym tonem Sam. – Swoją drogą zobacz, jak to o nas świadczy, że nigdy nie zapytałeś.

- Teraz jesteśmy po ślubie. Najwyższy czas zacząć się lepiej poznawać. Jest milion rzeczy, których możemy się jeszcze o sobie dowiedzieć. – Lee nie zamierzał dać się zbić z tropu.

Sam nie wyglądał na przekonanego.

- Na przykład, że jeden z nas jest ćpunem i ciekawe który? – Ciepły ton Sama nie współgrał z jego ostrymi słowami.

- Na przykład, który z nas jest rumieniącą się panną młodą – dokończył Lee. Sam zmierzył go w odpowiedzi wzrokiem.

- To akurat chyba już wiemy, Lelandzie.

~*~

Tatuś ubrał Faith w jej nową sukienkę. Bardzo lubiła go odwiedzać – zawsze oprowadzał ja po swoim browarze i gorzelniach i opowiadał, jak produkuje się różne rodzaje alkoholu. Każda opowieść kończyła się co prawda ostrzeżeniem: „Ale ty nawet sobie nie myśl o piciu przed osiemnastką”, ale Faith nie zamierzała się tym specjalnie przejmować.

- Agathonowie zaraz tu będą – powiedział tatuś. – Pamiętaj, masz się grzecznie zachowywać.

- Zawsze grzecznie się zachowuję – odpowiedziała Faith. Tatuś westchnął pod nosem i uściskał ją jeszcze. Ciocia Sharon parkowała już minibusa.

- Odwieziemy ją przed osiemnastą – obiecał wujek Helo. Faith zapytała jeszcze na wszelki wypadek, czy mogłaby poprowadzić na podjeździe („Mamusia mi pozwala!” „Wiemy, Faith. ”) i zapięła się pasem, siadając obok Hery i Nickiego na tylnym siedzeniu busa.

Pół godziny później zajechali na parking przed zoo.

- Żadnego wchodzenia do klatek, żadnego głaskania „bo się ładnie uśmiechały” i żadnego zaczepiania obcych ludzi – zarządził wujek Helo. Faith nie przypomniała mu nawet, że termin „obcy ludzie” dla niej nie istniał – wszyscy zdążyli ją już poznać. Ale wujek Helo był biedny i całymi dniami musiał się zajmować cudzymi bachorami, więc postanowiła się nad nim nie znęcać.

- Żadnego biegania ani krzyczenia – dokończył wujek głosem sugerującym, że nie żywi specjalnej nadziei na posłuszeństwo młodych podopiecznych.

Ciocia Sharon wzięła na ręce najmłodszego braciszka Hery. Ruszyli.

- Chodźmy do kucyków! – zaproponowała natychmiast Faith. Wujek Helo obdarzył ją przyciężkim spojrzeniem; Faith zatrzepotała rzęsami tak, jak uczyła ją mamusia.

Koniec końców poszli do kucyków. Brązowe, białe i czarne krążyły po wybiegu. Zbliżała się pora karmienia.

- Pod żadnym pozorem nie dotykać krat – poinstruował wujek, na wszelki wypadek łapiąc Faith za rękę. – Te kucyki są mięsożerne i takie małe dzieci bardzo by im smakowały.

Faith przyglądała się z fascynacją, jak kucyki jednym kłapnięciem szczęki rozszarpują wielkie ochłapy czerwonego mięsa.

- Nie możemy przełożyć przez kraty tamtej pani? – zapytała, ciekawa, jak szybko kucyki poradziłyby sobie z żywą ofiarą. – Żartuję tylko – mruknęła na przerażone spojrzenie wujka Helo.

Przy wybiegu z antylopami ciocia Sharon odciągnęła wujka Helo na stronę i przez chwilę z nim żywo dyskutowała. Wujek wyglądał troszkę, jakby bardzo chciało mu się wymiotować.

- Dzieciaki, chyba musimy już wracać – oznajmił, trzymając rękę na brzuchu. – Faith, twoje mamusie prosiły, żebyśmy odwieźli cię prosto do nich, nie masz chyba nic przeciwko?

Faith uśmiechnęła się jak mały aniołek. Ciocia Sharon zabawnie zadygotała.
From:
Anonymous( )Anonymous This account has disabled anonymous posting.
OpenID( )OpenID You can comment on this post while signed in with an account from many other sites, once you have confirmed your email address. Sign in using OpenID.
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

wystarczymilosc: (Default)
Wystarczy Miłość

November 2008

S M T W T F S
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 28th, 2017 04:28 am
Powered by Dreamwidth Studios