girlupnorth: (bsg: too much for gaius)
[personal profile] girlupnorth posting in [community profile] wystarczymilosc
Tytuł: Na dobre i na lepsze
Spoilery: Do wszystkich poprzednich części, BSG do 4x09 włącznie, oraz naszych strasznych umysłów. Dzieje się sześć lat po akcji "Kochajmy się!!!1!1!11".
Ostrzeżenia: Nowy poziom homonormatywności. Nadużywanie substancji legalnych i nielegalnych. Motywy prawnicze, muzyka MEssiah, niefrasobliwe podejście do rozmnażania i wychowywania dzieci, niespecjalnie święta instytucja małżeństwa, no i sami wiecie.
Słów: ~1450



Dwa miesiące wcześniej

Czasami Laurze Roslin zdarzało się przeceniać swoje społeczeństwo. Sądzenie innych po sobie nie przynosiło na dłuższą metę dobrych efektów; gdyby to Laurze ktoś o jej randze zasugerował udanie się do urzędu lub kościoła i zarejestrowanie związku, to…

- Też byś wcale nie posłuchała – skwitowała trzeźwo Trójka.

- Ale to dlatego, że nie lubię, kiedy ktoś mówi mi, co mam robić. Nie z lenistwa – zauważyła Laura.

Od występu w wiadomościach minęły już dwa dni, ale żadna para – ani żaden związek liczący więcej osób – nie zdecydowała się jeszcze na wyprawę do urzędu. Laura zaczynała czuć się zirytowana. Żałowała, że nie może zagrozić populacji Ziemi zbiorowym wyrzuceniem przez śluzę; Trójce by się to nie spodobało.

- Myślę – zaczęła D’Anna, bawiąc się nieuważnie pasmem swoich włosów – że powinnyśmy namówić kogoś na urządzenie głośnego ślubu i wesela. Takiej imprezy, która mogłaby być relacjonowana w mediach i zachęcać innych do podążania za przykładem.

- Kogo chciałabyś namawiać? – zapytała Laura po krótkim przeanalizowaniu „za” (prawie same) i „przeciw” (niemal żadnych).

- Myślałam o Caprice i Karze – odparła Trójka. – Caprica już siedzi w telewizji, a Kara pisze te swoje przerażające pamiętniki. Odrobina popularności więcej im nie zaszkodzi.

- Tutaj się zgodzę, ale uważasz, że będzie im się chciało w to bawić?

- Wspomnimy Faith, że przy okazji ślubu mamuś mogłaby dostać jakieś prezenty – wyjaśniła D’Anna z uśmiechem.

- Ty zawsze myślisz o wszystkim – stwierdziła Laura z podziwem, nie poświęcając nawet chwili na refleksję, że takie wykorzystywanie dziecka może nie świadczyć o nich najlepiej.

- Uczę się od najlepszych – zauważyła Trójka.

Sieci na Faith zostały zapuszczone tego samego popołudnia, kiedy tylko przyszła z wizytą do matki chrzestnej.

~*~

Gaius zawsze z radością i energią otwierał swoją pocztę. Zadziwiało to nieco Gaetę, zważywszy na to, że jakieś osiemdziesiąt procent tejże stanowiły pogróżki i wyzwiska. Reszta zaś pochodziła z reguły od fanów MEssiah i bywała nawet bardziej przerażająca.

Gaius zajęty był właśnie kolejną kopertą, gdy Felix stanął w drzwiach kuchni.

- Chcą twojej śmierci czy tylko bielizny? – zapytał lekko.

Gaius potrząsnął głową.

- Ani to, ani to.

- Ulotki? Rachunek? Wyciąg z banku?

- Przezabawne – uniósł się honorem Gaius. – Zdarza mi się dostawać także inne rodzaje korespondencji.

- Czy wolę nie wiedzieć, jakie? – Gaeta zalał sobie kawę i zasiadł do stołu. Gaius podsunął mu list.

Gaeta, czytając, zachłysnął się dokładnie trzy razy.

Liczył.

~*~

- Obrona dręczy świadka.

- Moim zdaniem to raczej świadek dręczy obronę.

Lee poprosił Sama, by pomógł mu się przygotować do kolejnej rozprawy, czekającej go w następnym tygodniu. Miał bronić niewidomej staruszki, której królik uciekł ze swojej klatki i pogryzł trójkę przypadkowych przechodniów.

Sam obiecał pomagać, ale niespecjalnie wczuwał się w rolę półgłuchego sprzedawcy baloników, który widział całe zajście. Rozpinanie koszuli i ostentacyjna zabawa długopisem z pewnością nie leżały w charakterze świadka. A przynajmniej nie tego.

- Mieliśmy się skupić.

- Masz moją pełną uwagę.

- Bardzo zabawne.

Przerwał im dzwonek do drzwi. Zrezygnowany, Lee dopiął koszulę i ruszył sprawdzić, któż to się dobija. Był to jeszcze jeden egzemplarz numeru Jeden.

- Poczta – oznajmił z jawnie fałszywym entuzjazmem. Lee podziękował bogom za brak cudzysłowów i podpisał pokwitowanie. Cavil uśmiechnął się złośliwie.

- Życzę „miłego” dnia.

Lee wrócił do pokoju, gdzie Sam planował chyba kontynuować przesłuchanie w negliżu. Lee nie zamierzał specjalnie protestować.

- Poczekaj chwilę, to od Roslin – powiedział dla porządku.

- Od pani prezydent? – zainteresowanie Sama nawet nie przypominało szczerego.

- Tak. „Z chwilą otwarcia tego listu, każdy adresat płci obojętnej zobowiązuje się wesprzeć program „Pokolenie: Jutro” w miarę możliwości i…”

Jęk Sama przerwał Lee w pół zdania.

- Znowu chcą naszych genów, prawda?

~*~

Kara Thrace zasiadła w skórzanym fotelu i zapaliła podane jej cygaro. Co jak co, ale Romo Lampkin zawsze dysponował towarem najwyższej jakości. Zaciągnęła się głęboko.

- Jesteśmy zachwyceni twoim rękopisem – stwierdził Lampkin. – Wątek nigdy niewyrażonego uczucia między tobą i jak jej tam, Kendrą? Niewiarygodne. Może nawet lepsze niż watek lotu w Raiderze z trzeciego tomu.

Kara uśmiechnęła się szelmowsko.

- Nie pokazałeś mi jeszcze projektu okładki.

- Zastanawiamy się nad tym, kto powinien zachwalać książkę na ostatniej stronie. Jesteś pewna, że Saul Tigh nie napisze paru entuzjastycznych linijek? – Romo odpalił własne cygaro i splótł dłonie.

- Niespecjalnie – odpowiedziała Kara, krzywiąc się lekko. – Odmówił czytania jednej linijki „tego szmatławca pełnego kłamstw i bzdur” odkąd pokazano mu kawałki na jego temat w tomie trzecim.

Romo zamrugał.

- Masz to na piśmie?

- A co?

- To lepsze niż entuzjazm. Nota bene, ile z tej autobiografii jest prawdą? Tak między nami.

Kara zaśmiała się lekko.

- Jakieś osiemdziesiąt procent, mniej więcej. Ale uwierz mi, te lepsze osiemdziesiąt procent. Co do Tigha, możliwe, że mam gdzieś jego pełen oburzenia list, sprawdzę.

- Rewelacja – ucieszył się Romo. – A co powiesz na napisanie wersji ocenzurowanej, przeznaczonej dla młodszych czytelników?

~*~

Gaius nie był pewny, czy ten konkretny list można w sumie zaklasyfikować jako „od fanki”. Nie był specjalnie pochlebny. Zawierał też co prawda groźby, dotyczyły one jednak jego nieśmiertelnej duszy, a nie materialnego bytu.

Zaczynał się od stwierdzenia:

„Serce mi się kraje, gdy myślę o tym, że żyjesz w śmiertelnym grzechu”. (Gaius co prawda wciąż nie był do końca pewny, czy jego teologia zawiera w sobie pojęcie grzechu.) Gaeta, przeczytawszy to konkretne zdanie zachichotał i zapytał na głos „w którym?”

- Czytaj lepiej dalej – odpowiedział Gaius.

„Nikt nie szanuje mężczyzny, który nie szanuje sam siebie. Cnota to coś, z czego nie należy rezygnować tak łatwo; smutny, bezpłodny związek, w którym się znalazłeś jest obrazą dla bogów i doprowadzi do tego, że spłoniesz w ogniu piekielnym.”

- Ktoś myśli, że kiedyś miałeś coś na kształt cnoty – oznajmił Gaeta.

- Ludzie miewają różne iluzje – odpowiedział Gaius niecierpliwie. – Czytaj lepiej dalej.

„Nie wiem, czy przeczytasz mój list; jestem przekonana, że ten mężczyzna, który zwiódł cię z dobrej drogi cenzuruje twoją pocztę. Jeśli jednak jakimś cudem przeczytasz me szczere słowa, błagam – NALEGAM – abyś wziął je pod uwagę. Czystość to jedynie słuszna droga. W ostateczności, jeśli nie ma innego wyjścia, rozważ chociaż zaproponowanie swojemu współlokatorowi, aby uczynił z ciebie uczciwego mężczyznę w drodze tej parodii małżeństwa, propagowanego przez panią prezydent.”

- Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać – podsumował Gaeta. – Ale hej, przynajmniej ktoś wierzy, że coś może jeszcze zaszkodzić twojej duszy!

- Bardzo poważnie traktuję swoją nieśmiertelną duszę.

- Prawie tak poważnie, jak kwestię wyboru krawata.

- Trzeba mieć w życiu priorytety.

~*~

- …Lampkin uważa, że powinnam też spróbować swoich sił w fikcji – zakończyła Kara.

- Trochę strach się bać – mruknęła Szóstka. Wracały samochodem od Roslin i Trójki. Kara prowadziła – jak zwykle, sporo powyżej limitu prędkości – i opowiadała Caprice o swoim dniu. Faith, dziwnie milcząca, zajmowała tylne siedzenie.

- Myślę, że mogłabym napisać powieść fantastyczną – stwierdziła Kara w zamyśleniu.

- Boże. O czym?

- Na przykład o wampirach.

- To by się skończyło czystą pornografią – zauważyła Szóstka po chwili ciszy. – Zajebiście, mogę ci pomóc?

- Mamusiu – odezwała się Faith z nietypowym dla siebie wahaniem. – Dlaczego nie macie z mamusią Karą ślubu?

Na dźwięk słowa „ślub” Kara nieomal wjechała w jadący sąsiednim pasem samochód.

- Ślub to zło – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Wierz mi. Sprawdziłam.

- A z kim? – zainteresowała się momentalnie Faith.

- Z twoim wujkiem Samem, kochanie – wyjaśniła Caprica.

- Czy też okazał się puszczalskim pojebem, jak pan Gaius?

- To akurat byłam ja – mruknęła pod nosem Kara, głośno zaś powiedziała: - To było bardziej skomplikowane, słoneczko.

Faith ze zrozumieniem pokiwała głową. Wiedziała wszystko o skomplikowanych sytuacjach. Jej nowa misja też nie była prosta.

- Ale mamusia nie jest pojebem – zauważyła słusznie. – I możecie zrobić wielką imprezę i dostać dużo fajnych prezentów!

- Skąd właściwie ten pomysł, Faith? – zapytała lekko zaniepokojona Kara.

- A, tak mi tylko przyszło do głowy.

Ciocie Roslin i Trójka ostrzegły ją, żeby nie wspominać o ich udziale w pomyśle. Faith potrafiła dochować tajemnicy.

- Tatuś mógłby wam sprezentować wódki na najbliższy rok – rzuciła Faith zachęcająco. – Pomyślcie, jakby to było miło.

Kara i Caprica wymieniły spojrzenia w lusterku wstecznym. Idea zapasu wódki - a także innych prezentów - skądinąd brzmiała całkiem interesująco.

- I mogłybyście mieć takie śliczne sukienki – rozmarzyła się Faith. – A ja bym miała najśliczniejszą. I też bym dostała prezenty.

- Oczywiście, że byś dostała – roześmiała się Caprica.

- Ale żadnego kucyka, proszę – powiedziała Kara ostrzegawczo.

- Nie chcę już kucyka.

- Cieszę się, słoneczko.

- Chcę miniaturkę aligatora.

Kara zahamowała tak gwałtownie, że prawie wjechał w nie autobus.

- Dostaniesz dwie śliczne sukienki i całą górę prezentów, ale aligatorowi mówię nie.

Faith wiedziała, kiedy należy przestać się targować z mamusią Karą.

- To weźmiecie ten ślub? Jak fajnie! – powiedziała, uśmiechając się radośnie.

Caprica westchnęła, a Kara podrapała się po głowie.

- W sumie. Czemu nie?

- Powinnaś mi się oświadczyć – zasugerowała Caprica.

Po chwili mamusie zajęły się omawianiem kwestii pierścionków i wina do kolacji zaręczynowej.

Faith osunęła się na oparcie swojego siedzenia z poczuciem dobrze spełnionego zadania.
From:
Anonymous( )Anonymous This account has disabled anonymous posting.
OpenID( )OpenID You can comment on this post while signed in with an account from many other sites, once you have confirmed your email address. Sign in using OpenID.
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

wystarczymilosc: (Default)
Wystarczy Miłość

November 2008

S M T W T F S
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Sep. 24th, 2017 01:51 pm
Powered by Dreamwidth Studios