ext_13247: ([bsg] roslin)
[identity profile] novin-ha.livejournal.com posting in [community profile] wystarczymilosc
Remont to nie lowe. Nawet siły kreatywne wysysa z człowieka. Ale nareszcie, oto przed nami. Następny odcinek.

Tytuł: Na dobre i na lepsze
Spoilery: Do wszystkich poprzednich części, BSG do 4x09 włącznie, oraz naszych strasznych umysłów. Dzieje się sześć lat po akcji "Kochajmy się!!!1!1!11".
Ostrzeżenia: Nowy poziom homonormatywności. Nadużywanie substancji legalnych i nielegalnych. Motywy prawnicze, muzyka MEssiah, niefrasobliwe podejście do rozmnażania i wychowywania dzieci, niespecjalnie święta instytucja małżeństwa, no i sami wiecie.
Słów: ~1500




Obecnie.

Mamusie przygotowały na kolację sałatkę z kurczaka, a na deser Faith dostała całą miskę lodów z owocami, polanych obficie musem truskawkowym.

- Co zrobiłyście? – zapytała Faith podejrzliwie, kiedy mamusia zaproponowała jej dokładkę lodów i dolewkę napoju. – Sąsiedzi znów narzekali na hałasy?

- Nie wiem, o czym mówisz – wyparła się mamusia.

- Rozbiłyście samochód? – Faith nie zamierzała się poddawać. Mamusie zawsze próbowały ją przekupić, kiedy zdarzyło im się coś przeskrobać. – Nie zabiłyście nikogo, prawda? – zakończyła surowo.

- Kochanie, skąd ty bierzesz takie pomysły? – mamusia wyglądała na niemal zmartwioną.

- Powiedzmy jej już – zarządziła niecierpliwie mamusia Kara i dodała z pozorną lekkością: – Zanim posądzi nas, że robimy całą kasę na szantażowaniu ludzi.

Mamusia zachichotała nerwowo.

- No dobrze - powiedziała.

Faith zamieniła się w słuch.

Mamusia kilkakrotnie otworzyła i zamknęła usta, nie mogąc chyba znaleźć właściwych słów. Faith przyglądała się jej z zainteresowaniem; dawno nie widziała mamusi zakłopotanej.

- Będziemy miały dzieci! - nie wytrzymała w końcu mamusia Kara. – Jestem w ciąży! Będziesz miała rodzeństwo!

- O! – powiedziała Faith radośnie. – Naprawdę? Ile?

- Dwójkę – odparła mamusia Kara, po czym wymieniła z mamusią zaskoczone spojrzenia. Faith nie wiedziała za bardzo, o co im chodzi. Ciocia Roslin od lat namawiała ludzi, żeby mieli więcej dzieci; w przedszkolu Faith należała do bardzo, bardzo nielicznych osób, które nie miały wcale rodzeństwa.

- A da się załatwić, żeby to były siostrzyczki? – zapytała, nie żywiąc jednak specjalnej nadziei. Ostatni braciszek Hery miał być dziewczynką, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Faith żałowała; czuła nieodparty brak kogoś, kogo mogłaby przebierać, czesać i zabawiać. Siostrzyczka – a co dopiero dwie siostrzyczki na raz - byłyby świetnym rozwiązaniem problemu.

- Boże, mam nadzieję – jęknęła mamusia i spojrzała surowo na mamusię Karę. – Ani mi się waż rodzić chłopców!

- No, chyba lepiej by było mieć więcej dziewczynek – zgodziła się mamusia Kara.

Faith pokiwała z zadowoleniem głową. W tej chwili interesowała ją jeszcze tylko jedna rzecz.

- Czy poznam ich tatusia? – zapytała, szeroko otwierając oczy dla lepszego efektu. Miny mamuś zrzedły jak na komendę.

*~*~*

Postkoitalny optymizm Lee zaczynał nieco rzednąć. Mimo pastylek szczęścia, docierało do niego powoli, że istnieje kilka osób skłonnych zrobić Samowi lub jemu osobiście poważną krzywdę, gdy dowiedzą się, że zapomnieli zaprosić je na swój ślub.

Zerknął na zegarek: dochodziła druga po południu, a on w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć, czy powinien być dziś w pracy, czy też nie.

Sam okupował łazienkę. Lee szukał pasujących do siebie skarpetek, bez specjalnego powodzenia. Na stole leżał pomięty akt ślubu. Lee miał bardzo silne wrażenie, że powinien o czymś pamiętać. Kilka razy przemierzył pokój wzdłuż i wszerz, usilnie koncentrując się na białej plamie w swojej pamięci. Nic do niego nie wracało.

W końcu Lee stanął przy stole i zaczął ponownie studiować akt ślubu. Jakieś wyjątkowo twarde szare komórki, którym udało się przetrwać od wczoraj, sugerowały, że to, o czym powinien pamiętać, wiązało się z jakimś dokumentem.

Lee utkwił wzrok w podpisach na dole kartki, wytężając pamięć. W końcu, gdy miał się już poddać, jego zwoje mózgowe ostatnim wysiłkiem zaiskrzyły i zapaliły nad głową Lee wielką żarówkę.

W tym momencie Sam stanął w drzwiach łazienki w przydługiej koszuli. Lee jęknął głucho.

- Podpisaliśmy intercyzę – oznajmił w przestrzeń. – Schlaliśmy się w trupa, a potem napisałem dla nas intercyzę. I obaj ją podpisaliśmy.

*~*~*

Helo czuł przemożną chęć położenia się do łóżka z workiem lodu na głowie, lub też, alternatywnie, wypicia duszkiem całej zawartości barku.

Będąc jednostką odpowiedzialną, Helo najpierw położył piątkę swoich dzieci (plus Nickiego) na poobiednią drzemkę, a dopiero potem zajął się oddawaniu czarnej rozpaczy.

- Powiedz mi, że się przesłyszałem – powtórzył, po raz bodajże trzydziesty od rozmowy z Atheną w zoo.

Athena westchnęła ciężko.

- Przykro mi.

Helo utkwił wzrok w szeroko pojmowanej przestrzeni. Szeroko pojmowana przestrzeń kończyła się ścianą, na której wisiały przedszkolne produkcje małych Agathoniątek z cyklu „Kochamy tatusia i mamusię”.

- Ona chce mnie zamordować.

Przy całej swojej miłości do męża, Athena nie była w stanie zaprzeczyć.

- Czy ty w ogóle jesteś w stanie wyobrazić sobie Karę w ciąży, albo z noworodkiem? Bo ja nie bardzo – stwierdziła, próbując nieco rozładować atmosferę.

- Nie wiem, czy czuję się na siłach zajmować jeszcze jednym dzieckiem Kary, i to takim, które będzie po niej miało połowę genów – ciągnął tymczasem Helo. – Faith mi naprawdę wystarczy.

- Geny to nie wszystko – zauważyła Athena bez specjalnego przekonania, po czym wstała i nalała Helo whisky z symbolicznym dodatkiem lodu. Drastyczne okazje wymagały drastycznych środków.

- Masz, wypij – powiedziała, podając Helo szklankę. – Może nie będzie tak źle.

A w razie czego, pomyślała, zapytamy Lee o numer do jego psychiatry i przejedziemy przez to na chemii.

*~*~*

Caprica wstawiła do zlewu ostatnie naczynia. Przez chwilę przyglądała się im z łagodną fascynacją – jakim cudem mnożyły się w tak zastraszającym tempie? – po czym wzruszyła ramionami i wyszła z kuchni.

Faith siedziała za swoim biurkiem, rysując coś pracowicie. Caprica cicho zamknęła drzwi pokoju córeczki, po czym na palcach udała się do sypialni. Po zakończeniu rozmowy z Faith Kara stwierdziła, że musi odpocząć i poszła się położyć.

- Nie śpisz? – zdziwiła się Caprica, widząc, że Kara leży na plecach, wpatrując się w sufit.

- Znalazłam to pod poduszką – powiedziała Kara, wskazując na leżącą na stoliku nocnym baterię od telefonu.

- A, tak. Nie chciałam, żeby Faith wszystkich obdzwoniła z radosnymi wieściami.

- Mhm.

Caprica ułożyła się obok Kary i też popatrzyła w sufit.

- Może powinnam była jakoś subtelniej przekazać wieści Helo – oznajmiła po chwili. – Biedak dostaje teraz pewnie rozstroju nerwowego.

- Mogłabyś chociaż udawać, że ci przykro – odpowiedziała Starbuck.

- Cóż – mruknęła Caprica. Helo ukradł kiedyś jej dziecko. Wybaczyła, ale nie miała zamiaru mu tego zapomnieć. – Przynajmniej nie powiedziałam im, że będzie dwójka.

Kara zasłoniła oczy dłonią i dostała ataku chichotu.

- Co, co?

- Nic. Biedny Helo.

Caprica uśmiechnęła się pod nosem.

Jeżeli ciąża Kary miała przynieść ofiary w ludziach, Caprica nie planowała być jedyną, która zginie.

*~*~*


Czarną teczkę z intercyzą znaleźli wkopaną pod szafkę w korytarzu. Lee nawet nie musiał się przesadnie zastanawiać, skąd się tam wzięła.

- Chyba zaczynam coś kojarzyć – powiedział Sam, przyciągając sobie krzesło, podczas gdy Lee gorączkowo rozkładał papiery na stole. Jak na pisaną w pijackim widzie, intercyza była zaskakująco długa. – Nie chciałeś się z tym rozstać i przy nas robili kopie, żeby mieć co schować do akt.

Lee pokiwał głową i nagle znieruchomiał.

- Też zaczyna mi się przypominać. Kojarzysz może jak Leoben po ceremonii zapytał, czy może pocałować pannę młodą?

Przez chwilę patrzyli po sobie w niemym przerażeniu.

- Jestem prawie pewien, że to było na ślubie Kary – powiedział w końcu Sam. – Naszego udzielał zresztą chyba Cavil?

- To ja w sumie nie wiem, na ile ten „ślub” jest ważny – zażartował Lee.

Potem zabrał się za czytanie dokumentu i odechciało mu się żartów.

*~*~*

Gaius Baltar wbrew resztkom swojego zdrowego rozsądku przyniósł do domu dwa najnowsze tomy pamiętników Kary Thrace. Na okładce czwartej części Tigh określał książkę jako „stek wyssanych z palca bzdur” i „bezwstydne pierdolenie, obrażające godność i honor floty”. Gaius był bardziej zainteresowany tomem trzecim, zatytułowanym „Latanie bez trzymanki”. Na weselu Kara przyznała, że nie pominęła ich własnego incydentu i był bardzo ciekaw, jak dalece posunęła się w swoim ekshibicjonizmie.

- Może ja też powinienem spisać wspomnienia – stwierdził filozoficznie.

- Bo jeszcze nie wszyscy zdążyli cię znienawidzić? – zapytał Felix.

Gaius rzucił mu przygnębione spojrzenie. Był o krok od zarzucenia Feliksowi, że ten już go nie kocha. Podejrzewał jednak, że Gaeta nawet by nie zareagował. Lub, co gorsza, zarzucił Gaiusowi „nadmierne dramatyzowanie”.

- I cóż tam ciekawego Kara wysmażyła?

- Na razie wciąż opisuje pierwsze chwile po zniszczeniu Kolonii – powiedział Gaius, przerzucając strony książki. – A potem dwadzieścia stron o lotach starożytnymi Viperami.

- A wszystko dlatego, że ktoś pomógł Cylonom wejść w nasze systemy komputerowe…

- Hej! – Gaius pisnął z oburzeniem, ale Gaeta kontynuował z udawanym zrozumieniem.

- Czasem nie da się przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Dwa lata łamania tajemnicy państwowej i popatrz, gdzie lądujesz.

Gaius nie podniósł głowy znad książki.

- Najwyraźniej na kartach wyjątkowo specyficznej literatury – mruknął wreszcie, po omacku sięgając po kubek z herbatą.

*~*~*

Dee wszystkich ostrzegała przed wchodzeniem bez pukania do pokoju, gdzie doktor Baltar oddawał się swojej – jak to mówią - pracy naukowej, ale muszę przyznać, że warto było zapomnieć o grzeczności, by zobaczyć jego wyjątkowo żałosne miny i usłyszeć wymówki tak nieprawdopodobne, że warte jedynie śmiechu. Mimo wszystko większe nawet zainteresowanie budził jego zwyczaj oddawania się dysputom z powietrzem, nie zważając specjalnie na to, czy znajduje się w pustym pomieszczeniu, czy na zatłoczonym korytarzu. Większość spisywała to na karb ekscentrycznego geniuszu, ale ja nigdy nie miałam okazji zobaczyć geniuszu, widziałam za to sporo szaleństwa…

*~*~*

Gaeta potrząsnął głową.

- Podła – oznajmił z powagą.

- Wiem.

- W życiu bym nie pomyślał, że tak przemilczy twój niewątpliwy karciany talent.

- To by było przynajmniej coś, co mógłbym wykorzystać w marketingu MEssiah – stwierdził gorzko Gaius. – To, albo na przykład…

- Jeżeli powiesz „małżeństwo” to możesz zapomnieć o kolacji – zasugerował Gaeta.

Gaius westchnął ciężko.

Jeżeli miał w najbliższym czasie składać przysięgę małżeńską, stanowczo należało przejść do bardziej zdecydowanych działań.

Date: 2008-08-05 06:02 am (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Ja: Hi hi hi. Hi hi hi.
Tata [podejrzliwie]: Co ci tak wesoło o tej porze?
Ja: A nic, nic. Hi hi hi.

Intercyza! Aha! Nagle wszystko zaczyna się wyjaśniać!

Sam okupował łazienkę. Lee szukał pasujących do siebie skarpetek, bez specjalnego powodzenia. Na stole leżał pomięty akt ślubu. Lee miał bardzo silne wrażenie, że powinien o czymś pamiętać. Kilka razy przemierzył pokój wzdłuż i wszerz, usilnie koncentrując się na białej plamie w swojej pamięci. Nic do niego nie wracało.

Borze, biedny Lee. Ma coraz gorsze poranki. Ma gorsze poranki niż Grace Hanadarko, a to coś mówi!

A w razie czego, pomyślała, zapytamy Lee o numer do jego psychiatry i przejedziemy przez to na chemii.

Helo jak Helo, ale dopiero ją mało co potrafi wytrącić z równowagi XDDD

- Też zaczyna mi się przypominać. Kojarzysz może jak Leoben po ceremonii zapytał, czy może pocałować pannę młodą?

Przez chwilę patrzyli po sobie w niemym przerażeniu.


Wyobraziłam to sobie i z kącików oczu, jako z krystalicznych góskich źródeł, trysnęły mi łzy XDDD

Gaius Baltar wbrew resztkom swojego zdrowego rozsądku przyniósł do domu dwa najnowsze tomy pamiętników Kary Thrace. Na okładce czwartej części Tigh określał książkę jako „stek wyssanych z palca bzdur” i „bezwstydne pierdolenie, obrażające godność i honor floty”. Gaius był bardziej zainteresowany tomem trzecim, zatytułowanym „Latanie bez trzymanki”.

XDDDD Myślałam, że Kara wyprodukuje większe bezguście - czy Szóstka robiła jej redakcję? XDDD

Date: 2008-08-05 01:27 pm (UTC)
From: [identity profile] le-mru.livejournal.com
Tam obnażanie się przed sąsiadami to mały pikuś XDDD

Date: 2008-08-05 08:44 am (UTC)
girlupnorth: (bsg: sam and helo)
From: [personal profile] girlupnorth
Helo jak Helo, ale dopiero ją mało co potrafi wytrącić z równowagi XDDD

Ona urodziła pięcioro dzieci, to może nadawać pewnym sprawom odpowiednią perspektywę XD

Date: 2008-08-05 07:30 am (UTC)
From: [identity profile] miss-magrat.livejournal.com
Nie ma to jak crack na dobry początek dnia, żeby obudzic siebie (i resztę domu) :>

Helo będący zawsze odpowiedzialną jednostką jest w tej części moim ulubionym XD

No i Czasem nie da się przewidzieć konsekwencji swoich czynów. Dwa lata łamania tajemnicy państwowej i popatrz, gdzie lądujesz. :D

I więcej pamiętników, więcej! :D

Date: 2008-08-05 11:59 am (UTC)
girlupnorth: (bsg: gaius guilty)
From: [personal profile] girlupnorth
Wszyscy powinni pisać pamiętniki. Trufax.

Date: 2008-08-05 09:21 am (UTC)
ext_87795: (BSG crack - vodka)
From: [identity profile] juana-a.livejournal.com
Dwójka dzieci XDDDD Lol, biedny Helo. Jak się będzie musiał zajmować jeszcze dziećmi Kary, to zdecydowanie nie obejdzie się bez wizyty u psychiatry Lee. Biedny, biedny Helo. Zwłaszcza jeśli tatusiem jest ten pan, o którym myślę XDDD

Sam okupował łazienkę. Lee szukał pasujących do siebie skarpetek, bez specjalnego powodzenia. Na stole leżał pomięty akt ślubu. Lee miał bardzo silne wrażenie, że powinien o czymś pamiętać. Kilka razy przemierzył pokój wzdłuż i wszerz, usilnie koncentrując się na białej plamie w swojej pamięci. Nic do niego nie wracało.

Rany, ten Lee jest tutaj tak strasznie biedny, że na samo jego imię mam teraz odruch przytulania go. Biedny, biedny Lee.

Ale intercyza podpisana pod wpływem. Decyzja o ślubie i ślub pod wpływem. Nie wiem, czy to jest ważne. Chociaż... Prawdopodobnie ważne jest to, co za ważne uzna Laura Roslin.

(Właśnie! Laury i Trójki nie było!)

(I kija od szczotki!)

- Też zaczyna mi się przypominać. Kojarzysz może jak Leoben po ceremonii zapytał, czy może pocałować pannę młodą?

Przez chwilę patrzyli po sobie w niemym przerażeniu.


Loooooool *płacze*
Leoben/Sam? Leoben/Lee? Kto robił za pannę młodą? *nadal płacze*

I Gaius zdecydowanie powinien przejść do bardziej radykalnych działań, jeśli chce brać ślub w tym stuleciu.

Btw. właśnie wczoraj sprawdzałam, czy przypadkiem nie przeoczyłam jakiegoś rozdziału, bo się stęskniłam, a tu dzisiaj o tej nieludzkiej porze wchodzę na pocztę i co widzę? Nowy rozdział! Yay! Wiedziałaś, kiedy to wkleić, żeby mi ten poranek osłodzić! :P

*kocha*

Date: 2008-08-05 12:06 pm (UTC)
girlupnorth: (bsg: ot3)
From: [personal profile] girlupnorth
Helo zemrze. My do tej pory mrzemy, a same całą tę akcję wymyśliłyśmy XD

Lee nie jest wcale taki biedny! (Poza kacem i dziurami w pamięci, ale hej, komu się nie zdarza.) Wziął ślub z Samem! Jest im dobrze razem! Trufax!

Oczywiście, że Roslin się prawnie zabezpieczyła na wypadek chęci anulowania małżeństw pod wpływem XD

Ostatnio czytałam Leoben/Lee, nawiasem mówiąc. Nie było nawet takie złe :P

Date: 2008-08-05 12:32 pm (UTC)
ext_87795: (BSG - Sam Lee real men)
From: [identity profile] juana-a.livejournal.com
Jest biedny. Przez kaca i dziury w pamięci. I musi brać leki antydepresyjne.

Ostatnio czytałam Leoben/Lee, nawiasem mówiąc. Nie było nawet takie złe :P

Daj linka :P

Date: 2008-08-05 12:43 pm (UTC)
girlupnorth: (bsg: lee all you need is love)
From: [personal profile] girlupnorth
Ale wszyscy mu ich zazdroszczą! XD

http://cynthia-arrow.livejournal.com/252850.html#cutid1, pewnie znasz ;)

Date: 2008-08-05 02:10 pm (UTC)
ext_87795: (BSG - Apollo)
From: [identity profile] juana-a.livejournal.com
Ja tam bardziej zazdroszczę mu Sama. Albo Samowi Lee. W sumie to obu im zazdroszczę.

A Cynthię znam, ale tego nie czytałam. Dzięki :)

Date: 2008-08-13 12:04 am (UTC)
From: [identity profile] pellamerethiel.livejournal.com
Aaaa, nawet ja tego nie czytałam!!! XDDDD

Date: 2008-08-13 06:37 am (UTC)
ext_87795: (BSG - Sam Lee real men)
From: [identity profile] juana-a.livejournal.com
Ja już czytałam XDDD I bardzo mi się podobało XDDD

Date: 2008-08-13 02:12 pm (UTC)
girlupnorth: (bsg: lee suit)
From: [personal profile] girlupnorth
Hej, naprawdę nie było złe XD

Date: 2008-08-05 09:26 am (UTC)
From: [identity profile] lunatics-word.livejournal.com
Udało mi się nie rozprowadzić jogurtu po całym ekranie, chociaż się popłakałam obficie ze śmiechu XDDD

Też zaczyna mi się przypominać. Kojarzysz może jak Leoben po ceremonii zapytał, czy może pocałować pannę młodą?

Przez chwilę patrzyli po sobie w niemym przerażeniu.


ŻONDZI I FYMIATA. Najlepszy tekst tego odcinka.

I ukochany Helo i jego Ona chce mnie zamordować. <3

Date: 2008-08-05 12:02 pm (UTC)
girlupnorth: (bsg: too much for gaius)
From: [personal profile] girlupnorth
\o/ Brak jogurtu na ekranie to dobro.

Kara naprawdę chce Helo zamordować. Zresztą jeszcze zobaczysz XD

Date: 2008-08-13 12:10 am (UTC)
From: [identity profile] pellamerethiel.livejournal.com
Intercyzaaa!!! Koszmarne poranki Lee XDDD Wyjątek z książki dot. Gaiusa XDDD Helo i Athena mają aż pięcioro dzieci?! Groza, groza!!! XD Najbardziej spłakałam się przy tym "bezwstydnym pierdoleniu" XDDD

Na okładce czwartej części Tigh określał książkę jako „stek wyssanych z palca bzdur” i „bezwstydne pierdolenie, obrażające godność i honor floty”.
Miazgaaaaaaaa XDDDD

Date: 2008-08-13 02:11 pm (UTC)
girlupnorth: (bsg: sam bad programming)
From: [personal profile] girlupnorth
Ciągle uważam, że poranki Lee wcale nie są takie złe - hello, Sam w łóżku? XD

Pięcioro dzieci zaiste. Athena jest zazdrosna o geny Helo :P (Groza faktycznie, aż mi się słabo robi, jak o tym piszę o_O)

Intercyza wymiata. O.

Date: 2008-12-23 06:54 pm (UTC)
From: [identity profile] galianoir.livejournal.com
- A da się załatwić, żeby to były siostrzyczki? – zapytała, nie żywiąc jednak specjalnej nadziei.

Kara zasłoniła oczy dłonią i dostała ataku chichotu.

- Co, co?

- Nic. Biedny Helo.

A Kara jest okrutna. Mogłaby go zabić raz a dobrze. Borze mimo mojej miłości do Starbuck nie chciałabym wychowywać jej dzieci.

Profile

wystarczymilosc: (Default)
Wystarczy Miłość

November 2008

S M T W T F S
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 21st, 2017 02:49 pm
Powered by Dreamwidth Studios